"Maroko - podróż do herbacianej słodyczy" - relacja ze spotkania

„Marokańskiej whisky” próbowano w poniedziałek 22.06. 2009 r. w Klubie Zaułek na Poselskiej 9 w Krakowie. Wspólne picie herbaty miętowej (ar. ataj; fr. thé a la menthe) jest wyrazem jedności i braterstwa.
Jej parzenie to rytuał, który nawet na ruchliwej i głośnej ulicy przebiega w ciszy. Nie trwa długo: 10 min. wystarcza osobie siedzącej ze skrzyżowanymi nogami przy niskim stoliczku, by przyrządzić napar z zielonej herbaty, cukru no i przede wszystkim – mięty!
Na powierzchni musi być obowiązkowy turban czyli warstwa piany, zaproszony zaś koniecznie musi wypić trzy szklanki naparu, zgodnie z marokańskim przysłowiem: „Pierwsza szklanka ma moc miłości, druga szklanka ma gorycz życia, trzecia szklanka ma słodycz śmierci”.
Taką właśnie – marokańską herbatą raczyli się uczestnicy kolejnego „spotkania herbacianego”. Na początku Bartłomiej Chodyń (prezes SEYM w Krakowie) opowiadał o składnikach.
– Powinniśmy mieć szczególny gatunek mięty – egipską (na’naa’) - mówił. – Potrzebujemy także herbaty zielonej Gunpowder (z ang. proch strzelniczy; nazwa pochodzi od wyglądu mocno zwiniętych liści).
Bartłomiej opowiada, że znalazł w sklepie inny rodzaj mięty – Myamyamira o kadzidlanym zapachu i eukaliptusowym posmaku. Wchodzi ona w skład mieszanki dwudziestu czterech ziół, z której napar stosuje się w czasie chłodów na pustynnych obszarach Maroka, dla wzmocnienia organizmu.
Zazwyczaj herbaty zielonej nie zalewamy wrzątkiem, tutaj jednak robimy wyjątek. W Maroku całość – miętę, zieloną herbatę i cukier – dodatkowo się podgotowuje. Herbata nabiera wtedy mocy.
W Maroku uprawia się bardzo niewiele krzewów herbacianych, w związku z tym ogromna większość herbaty jest sprowadzana bezpośrednio z Chin. Maroko zajmuje pierwszą pozycję w rankingu krajów afrykańskich importujących herbatę. Marokańczycy uprawiają miętę od wieków i można nabyć ją na każdym targu. Czasami herbatę wzbogaca się płatkami marokańskiej róży, liśćmi werbeny cytrynowej czy odrobiną szafranu. Można dodać też piołun, który działa rozgrzewająco.
Zaczynamy przygotowanie herbaty: do oryginalnego marokańskiego czajniczka wsypujemy 3 kopiate łyżeczki herbaty zielonej, po czym nalewamy odrobinę wrzątku i ten pierwszy napar wylewamy. Służy on jedynie oczyszczeniu liści oraz ich otwarciu. Teraz dodajemy sporo świeżo zerwanej mięty, tak by wypełnić całą objętość czajniczka zielonymi listkami i gałązkami. Teraz napełniamy naczynie do pełna wrzątkiem, i dodajemy cukier – 3 kopiate łyżeczki. Jeszcze dwie łyżeczki cukru, dopełniamy wrzątkiem i delikatnie mieszamy łyżką zawartość, aby cukier się rozpuścił. Teraz czekamy w ciszy około 2 minut.
Rozbrzmiewają dźwięki berberyjskich grajków, którzy oznajmiają światu swój zachwyt na ludowych instrumentach. Czas miło spowalnia swój bieg, czujemy aromat mięty w przestrzeni salonu…i delikatną zapowiedź słodyczy…
Jeszcze trzykrotne przelanie naparu z czajniczka do szklanki i z powrotem – dla wymieszania herbaty. Dopiero teraz możemy nalewać do szklaneczek. Koniecznie z wysoka, płyn leje się cienkim strumieniem i charakterystyczny dźwięk oraz tworząca się na wierzchu piana uatrakcyjniają ceremoniał. Ta chwila pozostaje w nas.
Pierwszy napar jest naprawdę słodki. Można skłonić się ku wersji, że ten jest za miłość! Przy drugim zalaniu dodajemy nieco mniej cukru. Ta szklanka jest za życie. Przy stole wywiązuje się rozmowa na tematy podróżnicze dotycząca otwarcia na świat, poznawanie nowego: nowych ludzi, kultury, tradycji. O życiu, tym razem w Afryce i Turcji.
Trzecia szklanka ma zdecydowanie najmniej słodyczy. Tym razem toczy się dyskusja o zdrowiu i szkodliwości cytryny dodawanej do herbaty czarnej, mleka w kawie, o przyczynach powstawania Alzheimera i sprzecznych wnioskach wyciąganych podczas badań naukowych. Widać i tym razem duch herbaty naprowadza nas na odpowiednią tematykę: zdrowia i choroby, życia i śmierci… Jest więc prawdą przysłowie o trzech szklaneczkach napoju?
Pierwszy przedruk za portalem www.wiadomosci24.pl w podstronie:
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/kraina_mietowej_herbaty_8211_maroko_101444.html
Autor: Elżbieta Wiejaczka„Marokańskiej whisky” próbowano w poniedziałek 22.06. 2009 r. w Klubie Zaułek na Poselskiej 9 w Krakowie. Wspólne picie herbaty miętowej (ar. ataj; fr. thé a la menthe) jest wyrazem jedności i braterstwa.
Jej parzenie to rytuał, który nawet na ruchliwej i głośnej ulicy przebiega w ciszy. Nie trwa długo: 10 min. wystarcza osobie siedzącej ze skrzyżowanymi nogami przy niskim stoliczku, by przyrządzić napar z zielonej herbaty, cukru no i przede wszystkim – mięty!
Na powierzchni musi być obowiązkowy turban czyli warstwa piany, zaproszony zaś koniecznie musi wypić trzy szklanki naparu, zgodnie z marokańskim przysłowiem: „Pierwsza szklanka ma moc miłości, druga szklanka ma gorycz życia, trzecia szklanka ma słodycz śmierci”.
Taką właśnie – marokańską herbatą raczyli się uczestnicy kolejnego „spotkania herbacianego”. Na początku Bartłomiej Chodyń (prezes SEYM w Krakowie) opowiadał o składnikach.
– Powinniśmy mieć szczególny gatunek mięty – egipską (na’naa’) - mówił. – Potrzebujemy także herbaty zielonej Gunpowder (z ang. proch strzelniczy; nazwa pochodzi od wyglądu mocno zwiniętych liści).
Bartłomiej opowiada, że znalazł w sklepie inny rodzaj mięty – Myamyamira o kadzidlanym zapachu i eukaliptusowym posmaku. Wchodzi ona w skład mieszanki dwudziestu czterech ziół, z której napar stosuje się w czasie chłodów na pustynnych obszarach Maroka, dla wzmocnienia organizmu.
Zazwyczaj herbaty zielonej nie zalewamy wrzątkiem, tutaj jednak robimy wyjątek. W Maroku całość – miętę, zieloną herbatę i cukier – dodatkowo się podgotowuje. Herbata nabiera wtedy mocy.
W Maroku uprawia się bardzo niewiele krzewów herbacianych, w związku z tym ogromna większość herbaty jest sprowadzana bezpośrednio z Chin. Maroko zajmuje pierwszą pozycję w rankingu krajów afrykańskich importujących herbatę. Marokańczycy uprawiają miętę od wieków i można nabyć ją na każdym targu. Czasami herbatę wzbogaca się płatkami marokańskiej róży, liśćmi werbeny cytrynowej czy odrobiną szafranu. Można dodać też piołun, który działa rozgrzewająco.
Zaczynamy przygotowanie herbaty: do oryginalnego marokańskiego czajniczka wsypujemy 3 kopiate łyżeczki herbaty zielonej, po czym nalewamy odrobinę wrzątku i ten pierwszy napar wylewamy. Służy on jedynie oczyszczeniu liści oraz ich otwarciu. Teraz dodajemy sporo świeżo zerwanej mięty, tak by wypełnić całą objętość czajniczka zielonymi listkami i gałązkami. Teraz napełniamy naczynie do pełna wrzątkiem, i dodajemy cukier – 3 kopiate łyżeczki. Jeszcze dwie łyżeczki cukru, dopełniamy wrzątkiem i delikatnie mieszamy łyżką zawartość, aby cukier się rozpuścił. Teraz czekamy w ciszy około 2 minut.
Rozbrzmiewają dźwięki berberyjskich grajków, którzy oznajmiają światu swój zachwyt na ludowych instrumentach. Czas miło spowalnia swój bieg, czujemy aromat mięty w przestrzeni salonu…i delikatną zapowiedź słodyczy…
Jeszcze trzykrotne przelanie naparu z czajniczka do szklanki i z powrotem – dla wymieszania herbaty. Dopiero teraz możemy nalewać do szklaneczek. Koniecznie z wysoka, płyn leje się cienkim strumieniem i charakterystyczny dźwięk oraz tworząca się na wierzchu piana uatrakcyjniają ceremoniał. Ta chwila pozostaje w nas.
Pierwszy napar jest naprawdę słodki. Można skłonić się ku wersji, że ten jest za miłość! Przy drugim zalaniu dodajemy nieco mniej cukru. Ta szklanka jest za życie. Przy stole wywiązuje się rozmowa na tematy podróżnicze dotycząca otwarcia na świat, poznawanie nowego: nowych ludzi, kultury, tradycji. O życiu, tym razem w Afryce i Turcji.
Trzecia szklanka ma zdecydowanie najmniej słodyczy. Tym razem toczy się dyskusja o zdrowiu i szkodliwości cytryny dodawanej do herbaty czarnej, mleka w kawie, o przyczynach powstawania Alzheimera i sprzecznych wnioskach wyciąganych podczas badań naukowych. Widać i tym razem duch herbaty naprowadza nas na odpowiednią tematykę: zdrowia i choroby, życia i śmierci… Jest więc prawdą przysłowie o trzech szklaneczkach napoju?
Pierwszy przedruk za portalem www.wiadomosci24.pl w podstronie:
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/kraina_mietowej_herbaty_8211_maroko_101444.html
Jej parzenie to rytuał, który nawet na ruchliwej i głośnej ulicy przebiega w ciszy. Nie trwa długo: 10 min. wystarcza osobie siedzącej ze skrzyżowanymi nogami przy niskim stoliczku, by przyrządzić napar z zielonej herbaty, cukru no i przede wszystkim – mięty!
Na powierzchni musi być obowiązkowy turban czyli warstwa piany, zaproszony zaś koniecznie musi wypić trzy szklanki naparu, zgodnie z marokańskim przysłowiem: „Pierwsza szklanka ma moc miłości, druga szklanka ma gorycz życia, trzecia szklanka ma słodycz śmierci”.
Taką właśnie – marokańską herbatą raczyli się uczestnicy kolejnego „spotkania herbacianego”. Na początku Bartłomiej Chodyń (prezes SEYM w Krakowie) opowiadał o składnikach.
– Powinniśmy mieć szczególny gatunek mięty – egipską (na’naa’) - mówił. – Potrzebujemy także herbaty zielonej Gunpowder (z ang. proch strzelniczy; nazwa pochodzi od wyglądu mocno zwiniętych liści).
Bartłomiej opowiada, że znalazł w sklepie inny rodzaj mięty – Myamyamira o kadzidlanym zapachu i eukaliptusowym posmaku. Wchodzi ona w skład mieszanki dwudziestu czterech ziół, z której napar stosuje się w czasie chłodów na pustynnych obszarach Maroka, dla wzmocnienia organizmu.
Zazwyczaj herbaty zielonej nie zalewamy wrzątkiem, tutaj jednak robimy wyjątek. W Maroku całość – miętę, zieloną herbatę i cukier – dodatkowo się podgotowuje. Herbata nabiera wtedy mocy.
W Maroku uprawia się bardzo niewiele krzewów herbacianych, w związku z tym ogromna większość herbaty jest sprowadzana bezpośrednio z Chin. Maroko zajmuje pierwszą pozycję w rankingu krajów afrykańskich importujących herbatę. Marokańczycy uprawiają miętę od wieków i można nabyć ją na każdym targu. Czasami herbatę wzbogaca się płatkami marokańskiej róży, liśćmi werbeny cytrynowej czy odrobiną szafranu. Można dodać też piołun, który działa rozgrzewająco.
Zaczynamy przygotowanie herbaty: do oryginalnego marokańskiego czajniczka wsypujemy 3 kopiate łyżeczki herbaty zielonej, po czym nalewamy odrobinę wrzątku i ten pierwszy napar wylewamy. Służy on jedynie oczyszczeniu liści oraz ich otwarciu. Teraz dodajemy sporo świeżo zerwanej mięty, tak by wypełnić całą objętość czajniczka zielonymi listkami i gałązkami. Teraz napełniamy naczynie do pełna wrzątkiem, i dodajemy cukier – 3 kopiate łyżeczki. Jeszcze dwie łyżeczki cukru, dopełniamy wrzątkiem i delikatnie mieszamy łyżką zawartość, aby cukier się rozpuścił. Teraz czekamy w ciszy około 2 minut.
Rozbrzmiewają dźwięki berberyjskich grajków, którzy oznajmiają światu swój zachwyt na ludowych instrumentach. Czas miło spowalnia swój bieg, czujemy aromat mięty w przestrzeni salonu…i delikatną zapowiedź słodyczy…
Jeszcze trzykrotne przelanie naparu z czajniczka do szklanki i z powrotem – dla wymieszania herbaty. Dopiero teraz możemy nalewać do szklaneczek. Koniecznie z wysoka, płyn leje się cienkim strumieniem i charakterystyczny dźwięk oraz tworząca się na wierzchu piana uatrakcyjniają ceremoniał. Ta chwila pozostaje w nas.
Pierwszy napar jest naprawdę słodki. Można skłonić się ku wersji, że ten jest za miłość! Przy drugim zalaniu dodajemy nieco mniej cukru. Ta szklanka jest za życie. Przy stole wywiązuje się rozmowa na tematy podróżnicze dotycząca otwarcia na świat, poznawanie nowego: nowych ludzi, kultury, tradycji. O życiu, tym razem w Afryce i Turcji.
Trzecia szklanka ma zdecydowanie najmniej słodyczy. Tym razem toczy się dyskusja o zdrowiu i szkodliwości cytryny dodawanej do herbaty czarnej, mleka w kawie, o przyczynach powstawania Alzheimera i sprzecznych wnioskach wyciąganych podczas badań naukowych. Widać i tym razem duch herbaty naprowadza nas na odpowiednią tematykę: zdrowia i choroby, życia i śmierci… Jest więc prawdą przysłowie o trzech szklaneczkach napoju?
Pierwszy przedruk za portalem www.wiadomosci24.pl w podstronie:
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/kraina_mietowej_herbaty_8211_maroko_101444.html
Autor: Elżbieta Wiejaczka
| « poprzednia | następna » |
|---|
BAZA KONTAKTÓW
Smaksztuki.pl - Sklepik z herbatą i ceramiką


