Dla zdrowia: dźwięk gongów i mis śpiewających

„W każdej kulturze i w każdej medycznej tradycji, przed naszą, uzdrowienie osiągano poprzez poruszanie energią” – powiedział Albert Szent-Gyorgyi, laureat nagrody Nobla w dziedzinie medycyny (1937).
Do harmonizowania energii i uzdrawiania od dawna używano starożytnych instrumentów Dalekiego Wschodu (z Indii, Tybetu, Napalu, Chin), takich jak gongi czy misy śpiewające. W sobotę 17 października na Augustiańskiej 4 w Krakowie można było przenieść się w owe czasy. W ośrodku przyjaciół buddyzmu „Sanghaloka” odbyło się spotkanie przy dźwiękach wschodnich instrumentów.
Już przy wejściu jeden z prowadzących, Bartłomiej Chodyń, przypomniał o zdjęciu butów i pokierował do pomieszczenia wysłanego matami. W pokoju o trzech ścianach pomarańczowych i jednej czerwonej stały obok siebie dwa gongi, statuetka Buddy, a nieco z przodu kilka srebrnych mis. Uczestnicy zajęli wygodne pozycje, podczas gdy Bartłomiej i Alina Krzemińska wprowadzali w tajniki spotkania.
Dwie godziny z muzyką, która nie towarzyszy nam na co dzień, ze słowami, dla których zazwyczaj nie ma w naszym życiu miejsca, to czas dla siebie – dla zagonionego ducha i zestresowanego ciała. „W naszym codziennym życiu często się napinamy, przeżywamy różnego rodzaju emocje: złość, gniew, smutek. Często nie potrafimy ich uwolnić, co sprawia, że kumulują się w naszym ciele w postaci napięć” – mówiła Alina. Napięcia te, zamknięte w ciele, prowadzą niejednokrotnie do bólów i chorób. Blokują energię życiową oraz radość.
Celem spotkanie było pozbycie się owych zamknięć, ale też danie czasu samemu sobie i zharmonizowanie energii, więc w konsekwencji harmonizacja rozwoju całej osobowości. Wizualizacje światła, praca z ciałem i oddechem, medytacja oraz masaż dźwiękiem gongu i mis śpiewających to środki, które posłużyły do osiągania równowagi.
Światło zgasło. Uczestnicy okryli się kocami, na wypadek chłodu, położyli na matach i wsłuchali w pierwszy odgłos gongu. Jego długi, niski dźwięk wolno wybrzmiewał, po chwili dołączyły do niego kolejne, a zaraz za nimi głos Bartłomieja czytającego modlitwę serca – spokojnie, aby można „zobaczyć” ją w wyobraźni. Dźwięki zmieniały się. Raz były ciche i delikatne, raz mocne, intensywne. Czasem brzmiały solo, innym razem wchodziły w kombinacje. Kilka osób „usłyszało” w nich nawet syrenę ambulansu.
Spotkanie, podczas którego większość uczestników choć na chwilę „odpływała” wskutek kojącego działania niskich dźwięków, zakończyła pieśń Ammy Bhajan, „Mata Rani Ne”. To kojąca, indyjska pieśń o Matce Wszechświata, która spełnia wszystkie pragnienia wołających, śpiewana przez kobietę uważaną czasem za świętą. Mata (z hindi: matka) potrafi bowiem 20 godz. dziennie siedzieć w jednej pozycji i przytulać z miłością ludzi przyjeżdżających do niej z całego świata.
Słuchając pieśni uczestnicy podnosili się powoli. Pijąc rozgrzewającą herbatę (m.in. z imbirem, kardamonem, …) dzielili się swoimi przeżyciami i odczuciami. Jedna z uczestniczek przykazała nawet „ a jeśli ktoś z tutaj obecnych pisze, proszę wystawić spotkaniu piękną recenzję!”.
| « poprzednia | następna » |
|---|
BAZA KONTAKTÓW
Smaksztuki.pl - Sklepik z herbatą i ceramiką


